Wiersze z taboretu · 2025
Wiatr
Ostatni bój… ostatnich słów akapit.
Chciałoby się więcej, ale budzik krzyczy.
To nie ja go nastawiłem. I ziemny materac
Jest teraz moim łóżkiem, a błyski jak lampka.
Po co tu jestem? Żeby żyli ci, co tam!
Taki los, wybrane credo.
Już nie straszno… i z policzków do ust
Przez wąwozy twarzy i po krzakach brody
Strumieniem modlitwa: „Boże, daj zwycięstwo…”
Nie nad wrogiem — nad głupotą ludzi,
Która każe zaciskać się palcom.
Ciała jak tkaninę wojna napięła na tamborek
I szyje z wyrachowaniem ze sprzecznych idei.
Niestety, nie pożyjemy. Jedną nogą lokatorzy nieba.
Chłopaki, co wybrali z tysiąca dróg
Nieść tylko śmierć. Wśród martwych dusz tułacze.
Mamuś. Nie płacz. Nie mam po co wracać do domu.
Teraz mój dach jest tutaj, pod jaskrawym słońcem.
Posadź bez pod kuchennym okienkiem
I rozmawiaj w ciszy, jakby ze mną.
A ja w odpowiedzi puszczę falę po gałęziach.
Nadejdzie dzień, mamuś, stanę się dzikim wiatrem.
I uniosę twój smutek za siedem gór, za siedem rzek…
Przyjdą z kopertą — otwórz śmiało drzwi,
W nic innego prócz tych wersów nie wierz.
Wybacz, mamuś, pora mi opuszczać łóżko…
Zrzuciwszy szynel jak kołdrę — prosto w piekło,
Póki ze snu siła strachu nie okrzepła.
Na spotkanie grozie, która jest jak kumpel.
Najpierw na noże, a potem już do kumpli.
I oto wzbił się pierwszy raz nad szumiącym cedrem…
Teraz bez okowów… i zlał się z dzikim wiatrem.
Oryginał · RU
Ветер
Последний бой… последних слов абзац.
Хотелось больше, но кричит будильник.
Не я его завёл. И земляной матрац
Теперь моя постель, а вспышки как светильник.
Зачем я здесь? Чтоб жили те кто там!
Такая участь, выбранное кредо.
Уже не страшно… и с ланит к устам
Через лица овраги и по бороды кустам
Ручьём молитвы: «Боже, дай победу…»
Не над врагом - над глупостью людей,
Что заставляет сокращаться пальцы.
Тела как ткань война одела в пяльцы
И шьёт расчётом из противоречащих идей.
Увы, мы не жильцы. Одной ногою неба постояльцы.
Мальцы, что выбрали из тысячи путей
Нести лишь смерть. Средь мёртвых душ скитальцы.
Мамуль. Не плачь. Мне незачем домой.
Теперь мой кров вот здесь, под ярким солнцем.
Ты посади сирень под кухонным оконцем
И разговаривай в тиши, как будто бы со мной.
А я в ответ пущу волну по веткам.
Наступит день, мамуль, я стану диким ветром.
И унесу твою печаль за тридевять земель…
Придут с конвертом - отвори смелее дверь
Во всё другое кроме этих строк не верь.
Прости мамуль, пора мне покидать постель…
Шинель как одеяло сбросив, прямо в пекло,
Пока спросонья сила страха не окрепла.
Навстречу ужасу, который как приятель.
С начала в драку, а потом уже приятен.
И вот он взмыл впервые над шумящим кедром…
Теперь он без оков… и слился с диким ветром.