Moje języki
← Wszystkie wiersze

Wiersze z taboretu · 2024

Zmęczoną postacią po wagonach, restauracjach

Zmęczoną postacią po wagonach, restauracjach. Rozmazaną sadzą po życiem nabitych ranach. Z nieistotnym stażem, po zapomnianych przez wszystkich świątyniach. Z absurdalnym anturażem, powiedzmy — z wiatrem w wyżętych kieszeniach. Kroczy beztroski, samotny prostaczek Bez szemrania, ochoczo, nie mając drogowskazu. To stary, to niemodny, tak podobny do awanturnika. Odwiecznie nie w łasce u dowódców tego świata. Wytarte portki i mocno spłowiała kurtka. Niezniszczalna dusza wiecznie kopcącego peta. Płacze po nim wariatkowo, po niebie gna na kasztance, Marząc, by lec pod nóż na stole Najwyższego chirurga. Szykuje watę i, trzymając flaki w zacisku, Chce załatać płytkę w trybie ekspresowym. Lekarz w kropce — co się stało z pacjentem? Jeszcze w zarodku to, co stało się rudymentem. Same usterki, fabryczne komponenty nie dają stać się na dole pożytecznym elementem. Stwórco miły! Nie daję już rady… Nie mam już siły czekać na godną odpowiedź! Dość, basta, po ptakach, mam po dziurki w nosie twoje sekrety! W spokój mogiły, mimo wszystkie zakazy. No dalej, zszywaj szybciej tę ziejącą otchłań Od palców po uszy, koniec, postanowiłem, żelaźnie. Uwolnij mnie od myśli-wszy. Są nic niewarte, bezużyteczne. I tego ciężkiego brzemienia nie chcę nawet za darmo. Spokojnie słuchał tego lekarz i uśmiechał się do syna. Słowna gównoburza wciągała jego dziecko w bagno. Nie wstydź się, płacz do woli. Zmocz łzą zmarszczki. Nie jestem katem, chcę tylko, żebyś wytrwale, jak mężczyzna, Ty przez wszystko, co w sumie nie ja zgotowałem, Przez gaj lęków, zasadzony przez los, Żeby było prościej — nie sam, a całą gromadą, gdzie każdy szemrze — ale podąża za tobą, Przeszedł tę drogę — z godnością i honorem. Zdjąć buty, przyjść tutaj i tu usiąść. Potem zasnąć przy anielskiej pieśni. Zjeść odrobinę i odpocząć, o, tu właśnie. Ty tylko wiedz: nie ma w tobie skazy, W tobie pół na pół ciemność i światło. I nie ma po co naprawiać czy wymieniać części, Idź i przekaż innym, żeby też wiedzieli… Westchnęło dziecko od ojcowskiej czułości, Z radosnej błogości cichutko zamykając oczka. Wybacz, ojcze, że wiecznie mi mało. Pozwól mi — zacznę wszystko od nowa! Mój synu! Żyj i bądź spokojny, Mam nadzieję, że tym razem będziesz zadowolony…
Roboczy przekład, autor jeszcze go poprawia · napisane po rosyjsku