Moje języki
← Wszystkie wiersze

Wiersze z taboretu · Wcześniej

Więzienie

Tak wielka była we mnie uraza, że nawet nie od razu ją dostrzegłem. Poprosiłem swojego wewnętrznego przewodnika, żeby zaprowadził tam, gdzie rządzi bezprawie. Zbudowałem więzienie — istny cud architektury. Schowałem w nim wszystko jak najdalej od oczu. Niepokoje, lęki, gniew i żale uwięziłem w moim osobistym Alcatraz. Ale czy to więźniowie? Odpowiedź niejasna… Tam na noc czasem nie zamykają drzwi. Wtedy cały następny dzień jest straszny, i zamiast człowieka wychodzi dzikie zwierzę. Nie trzeba wzywać myśliwego na pomoc, lepiej zakopać topór wojenny. Zabijanie siebie samym sobą nie jest nam obce. A wyrok jest śmieszny — winny bez winy. Więc traktuj łagodniej rolę konwojenta, i przestań trzymać lęki w strachu. Szepnij im do ucha: „Przyjaciele, idźcie w pokoju”. Zrozumiesz później — to wszystko miraże.
Przekład autora · napisane po rosyjsku