Moje języki
← Wszystkie wiersze

Wiersze z taboretu · 2024

Te same adidasy

Te same adidasy I skarpety z dawnego życia. Trochę mniej już wprawy. Z nostalgią za ojczyzną. Brzegi teraz pod nosem. O minionym szepczą fale. Ja — bawiący się pompką, Dmucham w miech, co gazu pełny. Jestem lecącym balonem. Zostawiam pod nogami Świat, czasem trochę nudny, Pod ogromnymi krokami. Olbrzym, co pamięta czasy, Gdy słońce było bliżej. Gdy myślące ciemię Myśl z myślą czule liże. Pociągnę dźwignię i iskry Ze spalonych żyć minionych Poniosą mnie tak szybko Nad plejadą strachów trywialnych. Zdobędę szczyty, piki. Nagram na dysk dowody. By rozmawiać spokojnie, Gdy zobaczę święte lica. Bo zapytają o to i tamto, Że niby tam — raj, nie gorszy! Tylko tam trochę mniej światła, I pójdziemy na proszoną kolację. Może przyjdzie, wszedłszy do sali, Czarny frak w pośpiechu wciągnąwszy, Sto pięćdziesiąt wytrawnego wlawszy, Dotknąć klawiszy fortepianu. Niech nie Bach i nie Beethoven, Ale na pewno tam nie stchórzę. Nie będę gadał za wiele, Racząc święte dusze. Dzień za dniem wciąż to samo, Ale jakby inaczej. Raz z zachwyconym „O Boże”. Raz w poduszkę cicho płaczem. Kartkując oprawy książek Szukamy formuły sukcesu. Wszystkie upadki i wzloty To tylko kolejny kamień milowy. W tym wiecznym kołowrocie Może zabraknie kwadransa? Odegrać się w banku u śmierci I rozbić wielką pulę. By dalej jak olbrzym, Bez pośpiechu i z rozkoszą, Kawę podgrzać wulkanem, Witając wschód słońca.
Roboczy przekład, autor jeszcze go poprawia · napisane po rosyjsku