Moje języki
← Wszystkie wiersze

Wiersze z taboretu · 2024

Serce stuka o falisty eternit dachów

Serce stuka o falisty eternit dachów. Myśli pędzą jak strumień w rynnach. W skargach, w strachu, jak cicha, szara mysz. Ściany dziurawisz, zaciskając szczęki do bólu. Wiatr, próbując wbić sierpowy prosto w nos, Chce uparcie przebić się do utlenionego rozumu. Pociąg z pamięci ciężko stacza się z nasypu. Ale nie sam, z dawnymi pasażerami naraz. Zjadliwymi frazami szczekasz cicho w ciemność. Noc-leniuch tylko wtóruje syczeniem sadu. Czuję, jakbym mimowolnie schodził do więzienia. Tam przez chwilę pobędę pomiotem piekła. Przeżyję znów i znów nieprzyjemną fabułę. Tak długo, aż napełni się czara wina. Wypiję do dna, topiąc parę kropel w mankiecie, Żeby wczorajszy demon stał się choć trochę, a jednak ładniejszy. Jeśli pomyśleć, wychodzi, że jestem jego szefem I przeze mnie dziś nie jest przy swojej rodzinie. Mój kompan od kieliszka, dostrzegłszy we mnie niezadowolenie, Dzieli celę z okienkiem nad wąską ławą. Macha posłusznie na wszystko, co przyjdzie mi do głowy. Gorzko patrzy na daremność lamentów i złości. Tylko dogadza kaprysom i łże jak popadnie. A z sąsiedniej wołają ci, co przychodzą w gości. Wszyscy, co przychodzą, zawsze obracają się w proch. Każdy gra w grę, zapominając o czasie. Demon powiedziałby z uśmiechem — wszystko w waszych rękach. Ale w milczeniu niesie z nami ciężkie brzemię. Po obchodzie sal jest zupełnie nieżywy. Prosi anioły, by pilnie dały wszystko według recepty. Jak mu się poprawi — szybko odeślijcie do domu. I na pożegnanie sprawcie biedakowi jakąś radość. I dopilnujcie, by o spotkaniu zapomniał na zawsze. Inaczej po przebudzeniu straci resztki rozsądku. A jeszcze gotów rozgadać, że niby: hej, panowie! Straszą was mocno, a to tylko głupi żart. Zrzuciwszy straszny strój, demon szybko, jak mógł, Zmył cały makijaż, przywdział łachmany. Uśmiechnąwszy się chytrze, udał się Bóg Dalej w swoje włości, by tam sprzątać.
Roboczy przekład, autor jeszcze go poprawia · napisane po rosyjsku