Moje języki
← Wszystkie wiersze

Wiersze z taboretu · 2025

Zacznę żyć

Zacznę żyć, bo dotąd to było jakoś tak sobie. Tyle było wszystkiego, co nie zdążyło się zagoić. Uczucia na plastrach, psychika sklejona taśmą. Jak Voldemort z duszą rozszczepioną na siedem. Nikogo nie zabiłem, a przynajmniej nie rękami. I nikogo nie oddałem klątwie, oddanie zawsze w cenie. Plotłem płot, żeby rzadziej bywać z durniami. Lecz nie plotłem byle bzdur, by wywabić szczere „tak”. Wybierałem autostrady, co wróżyły mnóstwo pieniędzy. Razem z kupą takich samych, z prędkością metra na dzień Pamiętam, więcej było pożytku z paru partii w monety o ścianę. Wybrałem wąskie ścieżki, by szukać jasnych idei. Wierny byłem. Wierny jestem. Wierny będę. Lecz nie tylko żonie, a tradycjom dawnych czasów. Nie rozdam całego dobra biednym. Nie jestem synem Robin Hooda. Lecz dobrem pomogę na cześć właściciela wielkich imion. Jestem jak On. Lecz tworzę w głowie i w łóżku. On był we mnie zawsze. Niedawno Go usłyszałem. Okazało się, że jest w miliardach takich samych wyrobów. Podzielony na wszystkich po równo, nikogo nie pominąwszy. Zacznę żyć, bo dotąd to było jakoś tak sobie. Było wiele wszystkiego, dobrze, że do dziś żyję. Będę dziękować. Czas mi odmierzony jest krótki. Póki Ten, kto w środku, nie powie mi — czas nam do domu.
Roboczy przekład, autor jeszcze go poprawia · napisane po rosyjsku