Moje języki
← Wszystkie wiersze

Wiersze z taboretu · Wcześniej

Rozmowa z bratem

Witaj, bracie. Przecież widziałeś milczenie wieczności. Gdzie ani kroku wstecz. Gdzie naprzód i nikt nie idzie naprzeciw. Gdzie zamazane twarze przechodniów, rozpływając się we mgle zwątpienia, znikają — czuję je skórą. Pokolenie za pokoleniem. Pokolenie, pokolenie… Metaliczny posmak żaru. Natchnienie, objawienia, nieunikniona lekkość finału. Wiesz, bracie, tam strumień nieskończoności spływa na mądre głowy. Dano nam zaznaczyć się w wieczności. Przetopiliśmy cynę na ołów. Co udowodnione — dziś bez sensu. Co zbudowane — dziś zburzone. Zdewaluowano wolnomyślność. Granice ideałów naruszone. Już się sobą nawzajem zmęczyliśmy. Nerwowo czekamy na lodowate milczenie. Wodospady słów się wylały ze zmęczenia i nieuwagi. Chciałbym swoją duszę na przyzbę położyć, żeby na słońcu odtajała. Strumyczkiem po polach, choć małym, źródlaną roztopioną wodą.
Przekład autora · napisane po rosyjsku