Wiersze z taboretu · Wcześniej
Czara
Na błękitnym tle białą łuską
swawolnie rozpływały się chmury.
Piasek z pięści sączył się strumykiem.
W lot nie puszczała go tylko twoja dłoń.
A dzieci słońca skakały po skórze,
jakby na placu zabaw dzieciarnia.
Pieściły fale, jak pierzyna w łożu.
Zdawało się, że ten dzień nie ma końca ani kresu.
Uwolniwszy się od wskazówki sekundnika
i odłożywszy telefon na bok,
zamieniamy rolę wiewiórki w kołowrotku
na namiot — na pałac i tron.
Wdychając głęboko jod morskiej bryzy,
przejdę wzdłuż brzegu bosą stopą.
Wszystkie uczucia wystawiłem na bis.
Czasem nie trzeba myśleć głową.
Rozluźnię ciało i napełnię czarę,
lecz nie winem — energią niebios.
Miliardem barw życie rozkoloruję.
Niech Bóg pilnuje, żeby diabeł się nie wtrącił.
Oryginał · RU
Чаша
На синем фоне белою чешуйкой
Игриво расплывались облака.
Песок из кулака сочился струйкой.
В полёт не отпускала лишь твоя рука.
И детки солнца прыгали по коже,
Как будто на площадке ребятня.
Ласкали волны, как перина в ложе.
Казалось, нет конца и края того дня.
Освободившись от секундной стрелки
И отложив подальше телефон,
Меняем амплуа колёсной белки,
Палатку — на дворец и трон.
Вдохнув поглубже йод морского бриза,
По берегу пройду босой ногой.
Я чувства все поставил на репризу.
Порой не нужно думать головой.
Расслаблю тело и наполню чашу,
Но не вином — энергией небес.
Миллиардом красок жизнь разукрашу.
Пусть Бог следит, чтоб не вмешался бес.