Moje języki
← Wszystkie wiersze

Wiersze z taboretu · Wcześniej

Czara

Na błękitnym tle białą łuską swawolnie rozpływały się chmury. Piasek z pięści sączył się strumykiem. W lot nie puszczała go tylko twoja dłoń. A dzieci słońca skakały po skórze, jakby na placu zabaw dzieciarnia. Pieściły fale, jak pierzyna w łożu. Zdawało się, że ten dzień nie ma końca ani kresu. Uwolniwszy się od wskazówki sekundnika i odłożywszy telefon na bok, zamieniamy rolę wiewiórki w kołowrotku na namiot — na pałac i tron. Wdychając głęboko jod morskiej bryzy, przejdę wzdłuż brzegu bosą stopą. Wszystkie uczucia wystawiłem na bis. Czasem nie trzeba myśleć głową. Rozluźnię ciało i napełnię czarę, lecz nie winem — energią niebios. Miliardem barw życie rozkoloruję. Niech Bóg pilnuje, żeby diabeł się nie wtrącił.
Przekład autora · napisane po rosyjsku