Moje języki
← Wszystkie wiersze

Wiersze z taboretu · 2025

Przedzierają się w mój rozum

Przedzierają się w mój rozum. Rozrywają się mózgi. Myśli jakby wszystkie naraz, Nie ma w nich ani prześwitu. Nie ma miejsca, by wbić igłę. Jak chiński mur. Czekam, aż wreszcie umilkną. Żeby nastała cisza. W ślad za nią — obojętność. Niech za skórą wybuchy bomb. Nie ma mnie. Teraz — bezosobowość. Osobowość to zakrzep ducha. Trzyma mocno, tak, jak może. Jak klocek hamulcowy. Jak napięte lejce. Za zwoje mózgu. Zew natarczywy z głębin. Dźwiękiem, zapachem lasów. Zwierz się skrada. Metr, metr.. Paszcza zamknięta na rygiel. Wciąga miarowo powietrze nosem. Czeka rozpaczliwie na skok. Bez wątpliwości, bez pytań. Równym pulsem na skroniach. Zwierz zasnął, zapomniawszy o bitwie. Miejsce zajęła dusza. Las wypełniła modlitwa, Wylewając się niespiesznie. Po tym dzikim wstrząsie Myśli odleciały precz. I spokojnie, bez obawy Witam tę noc.
Roboczy przekład, autor jeszcze go poprawia · napisane po rosyjsku