Moje języki
← Wszystkie wiersze

Wiersze z taboretu · 2025

Lwy

Mojemu starszemu. Żeńka, dziękuję ci. Zagubione spojrzenie twarzy zza lustra. Westchnienie przeciągłe. Światło z głębi. Coś się zmieniło i chyba innym się stałem. I ani trochę nie czuję winy. Niczego nie czuję. Jakby znieczulił Przed usunięciem chirurg bolący nerw. Raz… i nie ma. I prócz silnej woli Na skale jeden ryczący lew. Połyka próchno, nad lustrzaną taflą Czując wolność i spokój. On stoi i, rozkoszując się władzą, Powoli kiwa głową. Władny nad sobą i każdą chwilą, Pulsem, co wibruje w skroniach. Nie widziany w plotkach i intrygach. Pokój z innymi lwami trzyma na rękach. Przestać i się poddać? Można. Tylko potem Jak ryczeć groźnie z wysoka? Jak patrzeć w oczy chłopakom obok? Położyć się, mówiąc: trzymajcie durnia.. Nic to, kładą się przecież inni Pod innych, w nadziei, że poleżą. Jeśli jesteś lwem i masz mięśnie ze stali, Możesz dalej nawet na leżąco wyciskać. Siła na pewno jest. I rozumu sporo. Spójrz w rozmazany roztwór ze srebra. Przyjdzie dzień — przyjdzie zapłata za wszystko. Jeśli mocno cię oszukają — życz dobra. Więc, lwie, umyj twarz wodą, Niech zmęczenie z brudem spłynie do ścieku, Razem z brudem, co, opuściwszy twarze innych, Lwom takim samym zmieni się w zachwyt.
Roboczy przekład, autor jeszcze go poprawia · napisane po rosyjsku