Wiersze z taboretu · 2024
Nie waż się mówić, że już nie jesteś tym samym
Nie waż się mówić, że już nie jesteś tym samym.
Nie waż się jęczeć, że niby „mnie by wasze lata”,
Rosłeś bez ojca, a dziecięce troski
Niech znikną jak kot z Cheshire,
Zostawiając po sobie tylko lekki uśmiech.
Jesteś tu! Ty… zjadłeś złotą rybkę,
Ale usiąść na palu to chyba już za wiele —
Trzeba by jakoś tłumaczyć rodzinie, znajomym…
A zresztą można, skoro jaj ci nie brakuje,
Tylko brzuch przeszkadza ruszać się dynamicznie.
Starcza na warsztat i do dzwonka,
Cała reszta straszna i boleśnie obca.
Do bólu w mięśniach i oczywiście w mózgach.
Nawet we śnie marzą o spokoju.
Niestety, te marzenia topnieją, i w kolejnym ciągu,
Z niemytym ciałem i w śmierdzących skarpetach,
Opuchnięty, czerwony, z siwizną na skroniach
Czekasz na dalekie dni, ale jednak zwycięskie.
Wolne dni powszednie w różowych pociągnięciach pędzla,
Gdzie ciało chude, a policzki niech będą trochę blade.
Zresztą nieważne, najważniejsze, że tu jesteś!
Że oj jak w porę podstawiło ci trampolinę
Albo porządnego kopa wymierzyło życie.
Dzięki, że nie pies, że bez znaczka za uchem.
I że nie mucha wśród braci na gównie.
Że dostąpiłeś zaszczytu żyć w środku i żyć na zewnątrz.
Ucisk pragnień i niezadowolenia szept —
Zagłusz to niepotrzebne dziecięce szemranie!
Po ciężkich dniach przyjdzie kołysanka.
I sny jak z bajki, bez grudek w kaszy mannej,
I kupa bajek, i babcia, i konfitury.
Nie życie, a odlot. Sama przyjemność.
I można kręcić maratony wokół domu,
Bić rekordy. Wszystko, co nieznane,
Próbować poznawać pięknym ciałkiem.
Niewinnym barankiem skakać z czystym sercem,
W chłopskich onucach albo jak chwalipięta w glanach.
Służyć temu, co przepowiada dharma,
Strzec swojej świątyni, plącząc karmy
I tak już dziwaczny, roztańczony wzór.
Nie pozwól, by wydarzenia przesłoniły ci wzrok.
Nie czekaj na dary — przecież życie to już nagroda.
Bije brawo i śpiewa — jesteś tym, czego trzeba.
Oryginał · RU
Не вздумай говорить, что ты уже не тот
Не вздумай говорить, что ты уже не тот.
Не вздумай плакаться, мол мне бы ваши годы,
Рос без отца и детские невзгоды
Пускай исчезнут как Чеширский кот,
Оставив за собой лишь лёгкую улыбку.
Ты здесь! Ты … скушал золотую рыбку,
Но сесть на кол скорей всего занадто
Придётся объяснять родным, знакомым как-то…
И впрочем можно раз кишка уж не тонка
Да пузо двигаться мешает динамично.
Хватает до станка и до звонка
Всё остальное страшно и до боли непривычно.
До боли в мышцах и конечно же в мозгах.
Даже во снах они мечтают о покое.
Увы, мечты те тают, и в очередном запое,
С немытым телом и в воняющих носках,
Опухший, красный, с сединою на висках
Ты ждёшь далёких дней, но всё-таки победных.
Свободных будней в розовых мазках,
Где тело худо, щёки пусть немного бледны.
Да и не важно, главное что тут!
Что ой как вовремя подставила батут
Или добротного пинка отвесила житуха.
Спасибо что не пёс, что без клейма за ухом.
И что не муха средь собратьев на говне.
Что удостоен чести жить внутри и жить вовне.
Желаний гнёт и недовольства шёпот -
Глуши этот ненужный детский ропот!
После тяжёлых будней будет колыханка.
И сны, как в сказке, без комочков манка,
И куча мультиков, и баба, и варенье.
Не жизнь - а кайф. Сплошное наслаждение.
И можно марафоны нарезать у дома,
Рекорды ставить. Всё, что незнакомо
Пытаться познавать прекрасным тельцем.
Невинным агнцем скакать и с чистым сердцем,
В мужицкие онучи иль аникой в берцах.
Служить тому, о чём пророчит дхарма,
Хранить свой храм, запутывая кармы
И без того причудливый и пляшущий узор.
Не позволяй событиям затмевать твой взор.
Не жди даров - ведь жизнь уже награда.
Бьёт браво и поёт - ты то что надо.