Moje języki
← Wszystkie wiersze

Wiersze z taboretu · Wcześniej

Światy

Po co, żywiąc urazę do świata, chowamy się w więzieniu smutku. I tonąc w strachu, bólu, żalu, przecieramy nadzieję aż do dziur. Tym samym zamieniając duszę w ser. Spędzamy czas przeznaczony na męki, gubiąc siebie w głupich związkach, brukamy eter swoim szaleństwem. I ludzie-etykietki — ten nieudacznik, tamten idol. A ten zagubił się w rozkoszach. Inny, ugrzązłszy w wiecznych pojednaniach — na zewnątrz dawca, w środku wampir. W uciesze szalejemy, winny temu jest tłuszcz. Poddawanie się pragnieniom w uprzedzeniach. I wiecznie tonąc w zazdrości i obelgach, nieuchronnie schodzisz na sam dół. Nie zapominaj, przecież tu jesteś dowódcą! I broń swojego honoru w bitwach, nie splam go, chowając się w zbrojowni. Niech twój mundur wisi nie w schowku, lecz na paradzie. We mgle wojen nie zgub azymutu, a ciało, poszarpane odłamkami, zachowaj — bo przyda się do ratowania innych. Potrzebują dobrego przewodnika. Zauważcie: przewodnika, nie konwojenta! Wszędzie pomieszały się definicje. Nie dziwota, że nasze rojenia prowadzą nas cudzą drogą do klasztoru. Szukamy eliksiru wiecznego życia — wszystko na próżno, spędzamy życie w pogoni. Śmierć nie jest nam wrogiem, i w ukojeniu zamieniamy ten świat na inny.
Przekład autora · napisane po rosyjsku