Moje języki
← Wszystkie wiersze

Wiersze z taboretu · Wcześniej

Do babci

Może po prostu wszyscy cię już zmęczyli, jak skrzypiąca huśtawka na podwórku, jak zasypiające oczy, zamiecie na miękkim, lecz samotnym łóżku… Gdyby ktoś zaśpiewał piękną piosenkę przy gitarze albo, w ostateczności, przy ukulele, a potem — ciepła pogawędka, i kawa Pele, którą się piło z mlekiem i cukrem, i półlitrowy kubek — i wszystko, tak naprawdę, przestanie być aż tak ważne. Zasypiam, oddech ledwie słyszalny… Syty i głupi, i na piec, rodzimy i ciepły, jak Jemiela, wgramoliwszy się, utonę we śnie, poplamionym akwarelą… Tak przespałbym zimę, marzec, i ocknąłbym się dopiero w kwietniu, kiedy wiatr już nie kłuje i ptaki wróciły do domu…
Przekład autora · napisane po rosyjsku