Moje języki
← Wszystkie wiersze

Wiersze z taboretu · 2024

Zadaję pytania, a w odpowiedzi tylko cisza

Zadaję pytania, a w odpowiedzi tylko cisza. Ale nic, może tak nawet pewniej, Bo rozszyfrować sygnał kosmiczny, niewiarygodnie złożony, Nikt poza mną nie da rady. Nawet kiedy śpisz. I ingerencji z zewnątrz wcale się nie boję. Tak, czasem stuka w moją pełną pierś Szkatułka, wielkości małego puzderka, Gdzie Bloody Mary błąka się po każdym zakamarku I obcasami przy aortach ściera fabryczne tulejki. Odłamki myśli nie mieszczą się na półkach. Wciąż nie milkną, wyją jak nocą wilki. Jak dobrze, że zainstalowano solidną ochronę. Jak BIOS wszyty w ciało macierzyste. Ale jeśli chcesz, można zmienić ustawienia — Do zer i jedynek wstrzyknąć dwójki, trójki. Po dodaniu dowolnych losowych cyfr Nawet Enigma nie odczyta twojego złożonego osobistego szyfru. Prawie nikt — no jest tam jeden, słyszałem. Pisze tak, że ci kompletnie dach zerwie. Tak wielu tych, co sławią jego geniusz, Lecz i pośród błagalnych pieśni Krąży opinia — że go wcale nie ma. I że raczej podaż opiera się na popycie. Są jeszcze ci, dla których samo istnienie dowodu Ważniejsze niż to, czego uczyły święte oblicza. Lecz każdemu swoje — tylko w drugą stronę to nie działa. Więc może to, co moje, nie musi być dla wszystkich zrozumiałe. Straszne skutki dla słabego rozumu. Od przedawkowania mądrości mimowolnie pęknie ci czacha. Nieziemsko upiornie, jak seans u egzorcysty. Jak zły żart nieudacznego humorysty. I granica niewidzialna jak cienka warstwa batystu, Lecz wyczuwalna jak kopnięcie karateki. I szkoda, że nie ma szans zacząć od czystej karty, Już prościej przerobić z powrotem transów na chłopów. Oni, ona i on — oto zamiennik Trójcy? Już ponuro wzniosła maczugę Melpomena. Teraz jej twarz wchłonęła gorycz maski. Chłopcy znów do boju, czoła pod kaski. Na szyję krzyżyk, a do kieszeni na piersi obrazek. Starucha, spotkawszy, przejdzie obok, choć ten jeden raz. Może i na drugiej randce ominie... Jak stuknie setka — będę wspominał bez smutku, lecz z dzikim przerażeniem sceny krwawej rzezi. Uszczypnijcie, bracia, mózg, proszę, nie pamiętaj. Strach siwizną korzeniami aż do zwojów. Za co? Za rzuconą garść rubli i hrywien? Naiwnie wierzy ród ludzki, że jest tak wszechmocny. To nie tarcze na strzelnicy — to żywe dusze. Idźcie na sale i ostrzcie pięści o gruszki. Hak z prawej na pewno lepszy niż ukąszenie małokalibrówki. W domu z synem, córką, przy Stiepaszce, przy kołysance w drzemkę, nie przy wrzaskach i przekleństwach. Niech wam ziemia lekką będzie, pamiętamy was, chłopaki... Zadaję pytania — a w odpowiedzi tylko cisza... We mnie toczy się zimna wojna.
Roboczy przekład, autor jeszcze go poprawia · napisane po rosyjsku