Moje języki
← Wszystkie wiersze

Wiersze z taboretu · 2024

Widziałem piękne mieszkania

Widziałem piękne mieszkania. I ręczniki w słoniki, i podświetlane kible. Widziałem łóżka wielkie jak porządny ruchodrom. Kupa włączników — ale nie ma tego, który zamieniłby to wszystko w dom. Widziałem tłumy różnych ludzi. Szalonych, biednych i siedzące im na karkach kurwy. Słyszałem od nich mnóstwo rad i rozkazów. Ale zawsze prosiłem o pomoc tego, kto stworzył te zera. Słyszałem przyrodę. Chłonąłem jej dźwięki. W milczeniu pozwalałem, jak gwałcą ją różne suki. Co tam, czasem nawet oglądałem to porno Ona jest piękną damą — a bezlitośnie robią z niej starą babę. Słyszałem jęki żywych, a martwych, błagających o pomoc. Starałem się nie zanurzać w ich świat, wiecznie tonący. Im by tylko chleba powszedniego i różnych igrzysk. Z czarnego prostokąta reklamowanych strzelnic. Czytałem wersy mistrza i próby skryby. Jak można zostać normalnym wokół tego pierdolnika? Rzucałem z wszystkimi do dołu brązową mąkę. Czytałem w oczach płaczących — ale ten dureń miał farta. My ustami, miejscami, wulgarnością rzygając, Przeżyjemy jakoś tam, reszta to nie nasza sprawa… Wybacz nam, moja planeto kochana, Tego żyjącego w nas nieodpowiedzialnego idiotę.
Roboczy przekład, autor jeszcze go poprawia · napisane po rosyjsku