Wiersze z taboretu · 2024
Byłem taki, jak chciałaś, jedyny
Byłem taki, jak chciałaś, jedyny.
Ty, moja Pani, a ja twój wiecznie pijany Pan.
O tak, i w tym romansie, co się nie zaczął,
W tej czarownej błogości i niespełnionym oszustwie —
Widziałem cię znów i znów w wypolerowanej szklance.
Jak w dzieciństwie szkiełka, patrząc w kalejdoskop.
Ty niczym anioł w piórkach, a ja nędzna pluskwa.
A te zęby jak kołki — w moją szyję albo w czoło.
Dusza jęczała, płakała, jestem przeklęty hrabia Drakula.
Giąłem łyżki przed Pytią, prosząc o radę Wyroczni.
A ty, rekinie, nie drgnąwszy nawet szczęką,
Dążąc, by zabrać wszystko do ostatniej kropli.
Ach, te wrzaski, gdy psychika znów nadepnie na grabie.
A potem ślina, smarki, myśli — czy ja niewolnik?
Jak dżin… ale zamiast trzech życzeń — wieczność…
A sprawność dąży do minus nieskończoności.
Mój żywioł — ciemność, ty — jasny promyczek światła..
Moja Malwino, ty i tylko ty zwinęłaś ten kluczyk…
Jestem wiecznym męczennikiem w cierniowej koronie z kolców.
I wielu tam takich? Skomlących, pijanych, pechowych?
Gotowych czekać, ile trzeba, za westchnienie wonnych perfum.
Gotów na wszystko, nawet na krwawe zabójstwo..
Na najprawdziwsze, nieludzkie świństwo..
Tak, jestem gotów: pętla, sznur, belka, stołeczek…
Zasnął tam czy co ten kędzierzawy pseudołucznik?
Albo popsuła się optyka — no i trochę spudłował,
Mam nadzieję, że to tylko jego niemowlęca psota..
A może zresztą na próżno tak narzekam
Jestem zły, wściekły, nie podchodź — przywalę.
Ba.. A może jej serce wzięła nie strzała, a kula…
A ja w histerii, nieszczęsny, w marynarce, na krześle…
Może dostała z pepeszy wszystkie siedemdziesiąt w cel
I nie ma nadziei, że ocalały w niej uczucia..
Może ja jeszcze mogę, a ona już nie ma czym..
Nie głową — duszą jej chcę zostać zauważony..
Zdolność kochania całkiem jej teraz zanikła…
Zanikło wszystko, w czym nadzieję pokładała każda komórka ciała..
Za egoizm, za staropanieństwo otrzymane medale..
W milczeniu złożę bukiet pod pomnikiem zmysłowego smutku
Oryginał · RU
Я был таким как ты хотела, я один
Я был таким как ты хотела, я один.
Ты, моя Госпожа, а я твой вечно пьяный Господин.
О да, и в этом неначавшемся романе,
В этой волшебной неге и несбыточном обмане -
Тебя я видел вновь и вновь, в начищенном стакане.
Как в детстве стёклышки, смотря в калейдоскоп.
Ты будто ангел в перышках, а я ничтожный клоп.
А эти зубы колышки - мне в шею или в лоб.
Душа стонала, плакала, я проклятый граф Дракула.
Гнул ложки перед Пифией, прося совет Оракула.
Ты же, акула, и не дрогнув скулой,
Стремясь забрать всё до последней капли.
Ах эти вопли от удара психикой о грабли.
И после слюни, сопли, мысли - раб ли?
Как джинн… но вместо трёх желаний - вечность…
И КПД стремится в минус бесконечность.
Моя стихия - тьма, ты - яркий света лучик..
Моя Мальвина, ты и только ты стащила этот ключик…
Я вечный мученик с венцом терновым из колючек.
И много там таких? Скулящих, пьяных, невезучих?
Готовых сколь угодно ждать за вздох духов пахучих.
Готов на всё, хоть даже на кровавое убийство..
На самое что ни на есть нечеловеческое свинство..
Да, я готов, петля, верёвка, балка, стульчик…
Заснул там что-ли этот кучерявый псевдо лучник?
Или сломалась оптика - вот и ошибся малость,
Надеюсь это только лишь его младенческая шалость..
А может впрочем зря я так ропщу
Я зол, я в ярости, не подходи - втащу.
Ба.. А может её сердце взято не стрелой, а пулей…
А я в истерике, несчастный, в пиджаке, на стуле…
Быть может ей из ППШ все семьдесят по цели
И нет надежды что ей чувства уцелели..
Быть может я ещё могу, а ей уж больше нечем..
Не головой - душой её хочу я быть замечен..
У ней теперь способности любить совсем пропали…
Пропало всё на что все клетки тела уповали..
За эгоизм, за незамужество получены медали..
Я молча положу букет на памятнике чувственной печали