Moje języki
← Wszystkie wiersze

Wiersze z taboretu · Wcześniej

Lęki

Ja, stojąc w sklepie przy kasie, zamyśliłem się nad sensem istnienia. Tam, gdzie tłumy ludzi śpieszą tam i z powrotem, za kilka sekund i ja mam tam być. Zamykając oczy, cieszę się tymi sekundami — ciągnęły się dłużej niż cały ten dzień. Tak dziwne, że w tym zatłoczonym miejscu po raz pierwszy złapałem się na tym. Pięćset tysięcy razy tu bywałem wcześniej i niczego wokół nie zauważałem. Tam żebrak, wyciągając rękę z nadzieją, stał w milczeniu, jakby medytował. Patrząc na niego, nie poczujesz zazdrości. Ale czemu? Przecież on nie zna strachu. Po co postanowił postawić na sobie krzyżyk? Tak, nie ma pieniędzy — ale nie brak mu życia. Głodny, brudny, ubrany niemodnie — takiego wszyscy omijają z daleka. Za to jego dusza przejrzysta i wolna, nie panuje nad nią strach — tylko śmierć z kosą. A my wciąż kupujemy, ale się boimy, zajadamy strach jeszcze świeżą żywnością. Potem, wykończeni, kładziemy się do łóżka — na miękkie posłanie, nie w parku pod sosną. Żeby się oczyścić, nie trzeba być bezdomnym. Ale wiecznie się bać też nie ma sensu. Żyj dziś i teraz, i żeby nie było nudno. I nie wymyślaj sobie zbędnych nieszczęść.
Przekład autora · napisane po rosyjsku