Moje języki
← Wszystkie wiersze

Wiersze z taboretu · Wcześniej

Batyskaf

Okruchy myśli rzuciłem wszystkie na papier. Nazbierało się ich tam przez parę setek lat. Z głowy oczami wycisnąłem całą wilgoć i, wziąwszy prysznic, owinąłem się kocem. Jest pragnienie, żeby pozbyć się strachu, a raczej — nie pozwolić mu skryć się w szafie. Sam jesteś sobie katem, toporem i plachą. Jak Jacques Cousteau, właź do swojego batyskafu. Nim zanurz się na dno głębin świadomości i dokładnie zbadaj wszystko wokół. Zwróć uwagę na mroczne jaskinie. I pamiętaj: ty jesteś swoim najlepszym przyjacielem. Tak, bywa tam podle, gorzko, strasznie. Wszystkiego nie da się oddać nawet w tysiącu słów. Ale wrażenie, że to nie na darmo, prowadzi do myśli, że jesteś czysty i nowy. W mroku zawsze wygodniej przebywać: jest tam więcej ludzi i nie razi oczu. Uch, znudziła się ta cholerna ciemność, niech ją! Ale będąc miarą, rozjaśnia nas.
Przekład autora · napisane po rosyjsku