Wiersze z taboretu · 2024
Przez miarowy puls i szum płynącej krwi
Przez miarowy puls i szum płynącej krwi.
Od achillesowej słabości po dołeczki przy brwi.
Przez zakręty nieskończenie cudownego ciała
Biegnie miłość na złamanie karku. Pewna siebie i śmiała.
Nie ma tam zegarów, godzin szczytu, śpiących policjantów,
Nie ma znaków stopu, sterczących bez sensu.
Nie ma skrzyżowań, lizaków, czerwonych świateł,
Nie ma szyn i podkładów, spóźnionych ekspresów.
Ona jest jak gleba dla idei pozornie jałowych.
Ona jest jak tkacz wschodnich szat, pstrych i gęstych.
Niedorzeczna jak sen, prawdziwa jak jawa.
Lecz samowolna — zmuś ją, to dopiero zabawa.
Doprawdy, szybciej da się oswoić smoka.
Nie zna reguł, ram. Nie ma nad nią prawa.
Ona sama jest prawem, jednym dla Wszechświata,
Jedynym sensem bytu dla naszego ciała, co przemija.
Nie da się jej, jak kobiety, kochać uszami.
Nie da się w nią wejść półotwartymi duszami.
Ona, sunąc uparcie od krańców do środka,
Nie płaszcząc się, nie robiąc żadnych strasznych tajemnic,
Ciebie w tobie tobą skleja okruch po okruchu.
Ciebie z tobą w tobie błagając o połączenie,
Gotowa cały świat złożyć u twoich stóp.
Gotowa za darmo okrywać twój goły wstyd.
Gotowa przełykać krzywdę cierpkich słów.
Zawsze ma do ciebie podwyższone libido.
Ona — chemiczna fontanna dzikiej namiętności.
Za ciebie każdego rozerwie na strzępy.
Jak często przestawiasz na nią swój fokus?
Swawolisz z radością, od razu zaczynając urlop.
Nie raz w tygodniu, kiedy słyszysz szept,
Kiedy tylko ciało woła, by uzupełnić słodkie doświadczenie.
A twenty for per seven z nią w kontakcie,
nie tylko z chłopa w pany, czy na kolanach, w błocie
przed brodatym mężem w kapturze i sutannie.
I dzielić, nie rządzić — oto jest wdzięczność
Za to, że znosi dzień w dzień wrzeszczące beztalencie.
Za to, że dzień w dzień z nadzieją, bez wyrzutu
Przez ciebie przeżute jabłka niezgody
Stara się usunąć jak najmniejszym kosztem krwi.
Jeśli imię cię krępuje — po prostu nazywaj ją Miłością.
Oryginał · RU
Сквозь мерный пульс и шум бегущей крови
Сквозь мерный пульс и шум бегущей крови.
От Ахиллеса слабости до ямок возле брови.
Через изгибы бесконечно замечательного тела
Бежит любовь стремглав. Уверенно и смело.
Там нет часов, нет пик, нет полицейских спящих,
Нет знаков стоп, бессмысленно стоящих.
Нет перекрёстков, жезлов, светофоров алых
Нет рельс и шпал, экспрессов запоздалых.
Она как почва для идей казалось бы бесплодных.
Она как ткач одежд восточных, пёстрых, плотных.
Как сон нелепая, правдивая как явь.
Но своевольная, поди её заставь.
Вот уж действительно быстрее приручить дракона.
Не знает правил, рамок. Нет над ней закона.
Она сама закон, единый для Вселенной
Единый смысл бытия для нашей плоти тленной.
В неё нельзя как женщины - ушами.
В неё нельзя полураскрытыми душами.
Она скользя настырно к центру от окраин,
Не лебезя, не делая каких-то страшных тайн
Тебя в тебе тобою клеит по крупицам.
Тебя с тобой в тебе моля соединиться,
Готова целый мир сложить к твоим ногам.
Готова безвозмездно прикрывать твой голый срам.
Готова терпких слов проглатывать обиду.
У ней всегда к тебе завышено либидо.
Она - химический фонтан свирепой страсти.
Да за тебя она любого разорвёт на части.
Как часто на неё смещаешь фокус?
Резвишься с радостью, сей час же начав отпуск.
Не раз в неделю, когда слышишь шёпот,
Когда лишь плоть зовёт восполнить сладкий опыт.
А twenty for per seven с ней на связи,
не только в князи, или на коленях, в грязи
пред бородатым мужем, с колпаком да в рясе.
И разделять, не властвовать - вот это благодарность
За то, что терпит день за днём вопящую бездарность.
За то что день за днём с надеждой, без укора
Тобой разжёванные яблоки раздора
Стремится вывести как можно наименьшей кровью
Если смущает имя - просто называй Любовью.