Wiersze z taboretu · 2024
Jak często zbaczamy z drogi
Jak często zbaczamy z drogi,
Wdeptując znowu w to, w co niosą nas nogi.
I czy to Bogowie okazali się zbyt srodzy,
Czy może myślokształty aż nazbyt ubogie.
Ech, jak to się stało, że oślepło nam oko…?
Muczymy w mrok, odliczając noce…
Tracąc ostatecznie kontrolę,
A każdy dzień wzmaga ból
I tak już obolałego, gasnącego ciała.
Jak długo grać zasłużoną rolę,
Gdzie jak nie zaokrąglaj — na czysto wychodzi zero.
Nie ma nawet siły powiedzieć, że wszystko zbrzydło…
Gdzie nie spojrzeć — wszyscy wokół winni:
Kraj, rząd i suki — biurokraci,
Napchało się waty w rozczapierzone ucho —
Nic dziwnego, że tam głucho jak w czołgu.
Jak mucha bzykucha — z ust same bluzgi.
I znów zachody ustępują świtom…
I wszystko stoi w tym samym miejscu.
I zamiast działać, jak kura na grzędzie,
Siedzimy bez celu na pustych i zgniłych jajach.
Niestety, nie snajperzy, by trafić dwa zające naraz.
Może to wszystko nie jest zbiegiem
Zwykłego przypadku i pecha?
Może to czysty fart
I widać nie da się inaczej.
Nie od Mikołaja Świętego — a od Boga
W prezencie choć trochę czystych myśli.
I sytuacja zesłana, by rosnąć —
Przyjąć to wcale nie jest tak prosto.
I burza w mózgu — Cóż ja narobiłem?
Bez wymówek — przecież wszystko wiedziałem,
A więc czułem, że trzeba dorosnąć.
Niestety, innej drogi nie było…
Wojna światów, wojna światopoglądów.
Ciernista droga do radosnych olśnień,
Przeżywanych przez każdego po swojemu
W nadziei, że spokój przyjdzie kiedyś.
A on jest w drodze, w nadziei rychłego spotkania.
Spiesz się przyjąć — świat tak szybko przemija.
Spiesz się kochać, spiesz się, bo zdążysz,
Lecz nie spiesz się z sianiem — zbierzesz, co posiałeś.
Oryginał · RU
Как часто мы сбиваемся с дороги
Как часто мы сбиваемся с дороги,
Вступая снова в то, во что несут нас ноги.
И то ли Боги оказались слишком строги,
Ну либо мыслеформы чересчур убоги.
Эх как случилось так что ослепило очи…?
Мычим во тьму отсчитывая ночи…
Утратив окончательно контроль
И каждый день усиливает боль
И без того болезненного, гаснущего тела.
Доколь отыгрывать заслуженную роль,
Где как ни округляй - в сухом остатке ноль.
Нет даже сил сказать что всё осточертело…
Куда ни погляди - вокруг все виноваты
Страна, правительство и суки - бюрократы,
Набилось ваты в растопыренное ухо -
Не удивительно что там как в танке глухо.
Как цокотуха - только с уст одни лишь маты.
И вновь рассветами сменяются закаты…
И всё стоит на том же самом месте.
И вместо действий будто кура на насесте
Сидим бесцельно на пустых и тухлых яйцах
Увы, не снайперы чтоб сразу по двум зайцам.
Быть может это всё не совпадение
Случайности простой и невезения?
Быть может это чистая удача
И видимо нельзя никак иначе.
Не от Мороза Деда - а от Бога
В подарок мыслей чистых хоть немного
И ситуация ниспосланна для роста -
Принять это совсем не так уж просто.
И буря в мозге - Что же я наделал?
Без отговорок - всё ведь знал и ведал
А значит чувствовал, что надо подрасти
Увы иного не было пути…
Борьба миров, борьба мировоззрений.
Тернистый путь до радостных прозрений,
Переживаемых по своему и каждым
В надежде, что покой придёт однажды.
А он в пути, в надежде скорой встречи.
Спеши принять - ведь мир так быстротечен.
Спеши любить, спеши а то успеешь,
Но не спеши садить - пожнёшь то что посеешь.