Moje języki
← Wszystkie wiersze

Wiersze z taboretu · 2025

Siebie nie ocaliłem — chociaż ty spróbuj

Siebie nie ocaliłem — chociaż ty spróbuj… Nie stań się potulną, bezgłośną ozdobą… Poświęcając siebie, rzucając się w żarna, I znów chowając rany, opuszczasz rękawy… Zwiesiwszy swą szaloną główkę aż pod topór, I tak, dziurawiąc asfalt, prosto … i do swatki. W ofiarnym obrzędzie znalazłoby się święte miejsce, Lecz natura nie znosi próżni, biedna panno młoda… Jej światła, na mokrym, zapadłe w oczodoły. Niestety, nie widzą ich ci bajkowi książęta… Roniąc krokodyle, o, moja Assol, Nie ten film, nie ta przypadła rola. Nie ten fason i brak owacji na bis, a paszcze niezadowolonych dalej kłapią. A jej by czasu, choć odrobinę, troszeczkę… Wymyślonym piaskiem okaleczone losy. Jej by się wyspać, ale tak, żeby bez burzy. Może wtedy nie będzie folgować niedorzecznej głupocie, spychającej czasem cały pociąg z torów… trochę czasu na to jedno jedyne pytanie. Kiedyż, Boże drogi, zrobi się choć trochę lżej i ciężar świata przestanie wciskać się w ramiona? Bolą mięśnie czworoboczne pod tnącą szelką i ego po długich sporach z ukochanym o grosz. Zaśnie i może się obudzi, ale nie od razu… I niech chrapie… O niebiosa, nie spuszczajcie z niej oka..
Roboczy przekład, autor jeszcze go poprawia · napisane po rosyjsku