Moje języki
← Wszystkie wiersze

Wiersze z taboretu · 2024

Nasi ukochani

Ach, jak bardzo pragnę ciszy i w ogóle żadnego dźwięku, żebym przez grubość ściany poczuł myśli przyjaciela. Jakże chcę utonąć w wodospadzie jego opowieści. Tak, trochę skłamie gdzieniegdzie, uśmiechnąwszy się, wnet się poprawi. Bez zakłóceń, na jednej fali żeglujemy przez przestrzenie eteru. Jakbyśmy razem byli poza tym systemem, wymyślonym przez świat. Nasze spotkanie jest ważniejsze niż wszystko — gubiliśmy się w światach, i zdawało się: jak dalej bez niego spotkam z radością długą starość? Nie potrzebuję od tysiąca twarzy tysięcy słów i pochopnych wyznań. Składam cię z okruchów — taka jest moja kara. Po Wszechświecie tam i z powrotem, przymierzając ciała jak ubrania, odnajdę cię zawsze — to pewność, nie nadzieja. Długą drogę przepołowić może tylko wzajemność pragnienia. I nie trzeba chodzić po górach — żyjemy w głębi podświadomości. Zwróciwszy się do niej, natychmiast usłyszę cię, drogi przyjacielu. Wszyscy ukochani są tam, wewnątrz nas, nie za gwiazdami — odrobinę bliżej.
Przekład autora · napisane po rosyjsku