Moje języki
← Wszystkie wiersze

Wiersze z taboretu · 2025 · Świat rzeczy → idei → kosmosu

Świat idei

No to cześć, mój materialny! Wiesz co — bierz choćby całą. Puste gadanie, krzątaninę, sofistyki wieczny banalny bełkot. Niech będzie kwiecisty, pokryty woskiem… Ale, … nie ma ani cala głębi. Jest płaski. Zresztą sam wiesz wszystko najlepiej! Nie stawia się w jednym rzędzie sukcesu i bycia człowiekiem sukcesu. Tak jak pożytek nie pożre dokładki. Niech płaci ten, kto podbija stawkę. W twoim ważne są pojęcia: trudnotopliwy, dobre krzesło, a w ostateczności ławka, żeby przystrzyżona i bez petów trawka, i żeby benzynę za darmo dawali na stacjach. Ale czego w gruncie rzeczy chcesz od nich? Miłości? Zaufania? No braciszku, toś ty świr… Mówisz, oddaj trochę władzy… Ale, mój realny, jestem tylko owocem ich namiętności, koktajlu żądzy i „prawego” bytu, Wieków bez piśmienności, a potem znów zapomniana ta mądrość, darowana nielicznym… Pamiętasz, jak pierwszy raz spotkaliśmy się na drodze? Nie on z jednym z nas, tylko my dwaj… On szedł sam, i niby do domu. Choć obaj wiedzieliśmy, że to on jest tą chatką. Przypomnij sobie, jak było przyjemnie, bracie! Dusza jak ciepły, miękki koc, i kawa… A on wciąż szedł, i chyba nawet miał gdzieś wszystkie słowa, hałasy z karczmy… Wiedział na pewno i się uśmiechał — zbiegły się w nim dwa światy…
Roboczy przekład, autor jeszcze go poprawia · napisane po rosyjsku