Poems from a Stool · 2024
No drivers in the snakes of buses
No drivers in the snakes of buses —
That's how King Rama's city met us.
But not the Rama of the Hindus' mantras.
Where Siamese have been born for ages
Rice and coconut, mango with chili pepper.
And under the sun, like an egg in a pan,
Skin browns like a piglet in an oven,
Till it's the color of a brickyard jug.
The smell of food — drool right down to your chin.
It stretches over the asphalt like a river.
If you're not at peace with yourself,
By day's end your belly bursts from all the flavors.
In the many-eyed, grimy scrapers of clouds
The blue of the sky hurries to darken.
A crowded chaos of sounds from teeming streets
The city multiplies, wanting to fill itself up.
This enormous multicultural liner
Will take everyone on board.
No doubt — a designer rules here
Who gets his counsel from the Buddha.
Original · PL
Brak kierowców w żmijkach autobusów
Brak kierowców w żmijkach autobusów
Tak spotkało miasto króla Ramy.
Lecz nie tego z mantr od Hindusów.
Gdzie od wieków rodzą się Siamy
Ryż i kokos, mango z chili pieprzem.
I pod słonkiem by jajco w patelni
Brązowieje skóra jak w piecyku wieprzyk,
By miał kolor dzbana po cegielni.
Woń od potraw - ślina aż po brodzie.
Po asfalcie ciągnie się jak rzeka.
Jak nie jesteś sam ze soba w zgodzie
Koniec dnia i brzuch od smaków pęka.
W wielookich chmur drapaczach brudnych
Błękit nieba spieszy się wyciemnić.
Tłumny chaos dźwięków z ulic ludnych
Miasto mnoży, chcąc się uzupełnić.
Ten olbrzymi wielokulturowy lajner
Przyjmie wszystkich na swoją pokładę.
Niewątpliwie - rządzi tu designer
Co od Buddy zdobywuje radę.