Wiersze z taboretu · 2022
Uśmiech
Znikąd biegnę donikąd
Po cieniutkim ostrzu ze stali,
Odlatują miasta w dal,
A i nogi już trochę mnie bolą.
Na prędkościomierzu trzydzieści jeden,
Lecz nie lat, a ziemskich wcieleń.
Nienasycony Aladyn we mnie
Namiętnie spragniony uniesień.
Nie zamęczył tylko garstki tych,
Co ze mną lecą na dywanie.
Pośród prozy jak biały wiersz,
Lecz chcę być w kolorowej oprawie.
Czasem ciąży mi ten zapał,
Przed samym sobą nie ma ratunku.
Ale liczę, że nie ostygnie,
Że nie stoczą go robaki zwątpienia.
Lecz przychodzi pora deszczów —
Wtedy właśnie wyłażą na wierzch.
Rozgniotę je szybko podeszwą
I spojrzę w odbicie w kałuży.
W mętnej brei ledwie dojrzę
Promienny, pełen śmiechu,
Może nie na wszystkie trzydzieści dwa,
Ten, co stanie się kluczem do sukcesu
Oryginał · RU
Улыбка
Из ниоткуда бегу в никуда
Да по тонкому лезвию стали
Улетают в даль города
Да и ноги немного устали.
На спидометре тридцать один
Но не лет, а земных воплощений.
Ненасытный внутри Алладин
Страстно жаждающий приключений
Не измучил лишь горстку таких
Кто со мной на ковре-самолёте.
Среди прозы как белый стих
Но нуждаюсь в цветном переплёте.
Мне обузой порой этот пыл,
От себя самого нет спасения.
Но надеюсь, чтоб он не остыл.
Не был сточен червями сомнения.
Но приходит сезон дождей -
Вот тогда и вылазят наружу.
Раздавлю их подошвой скорей
И взгляну в отражение в луже.
В мутной жиже замечу едва,
Лучезарную, полную смеха,
Может и не во все тридцать два
Ту, что станет залогом успеха