Wiersze z taboretu · 2026
Rozbierając siebie na kawałki
Rozbierając siebie na kawałki,
Każdy krok, który wchłonęła droga,
Znów i znów przebiegam po linijkach,
Po liścikach od wujaszka Boga.
Pisałem i z pewnym siebie „Wierzę”
Biały dzień brałem jak ocalenie.
Lecz coraz częściej, celowo, zwierzę…
Biłem i w klatce trzymałem z obawą.
Rósł w siłę, obserwując z cienia.
Nie krzyczał, nie dawał po sobie poznać.
Ja czytałem… a on po tych czytaniach
Spał jak dziecko, zapomniawszy urazę.
I ja też, wymęczony porządnie
Od razów i szczęku metalu,
Zasypiałem i przez drzemkę niewyraźnie
Błagałem, by klatka zniknęła.
Pewnego ranka, zbudzony krzykiem,
(Szedł chyba z mojej własnej paszczy.)
Lecz nie w tym tkwi główna intryga:
Zamknięty jestem ja, a zwierz — na wolności.
Tak leżałem, czekając na rewanż.
Lecz mój więzień, stawiwszy się na spotkanie,
Schowawszy pazury w poszarpane łapki,
Obnażył swoją ludzką istotę.
I palcem nie tknął biedaka,
Pamiętając, jak i jego bolało.
Powiedział: „Jeśli trzeba — odsiedzę,
Ale to mi się już przejadło.
Po tych słowach coś kliknęło.
Dodał: „Tak było. Nie szkoda.
Wiem, braciszku, że ci się nie chce…
Ale tak trzeba… i wyciągnął kij.
I pokornie nadstawiwszy skórę,
Zerknąłem na niego ukradkiem…
Budzę się w swoim łożu…
Uśmiechając się słodko do nieba…
Rozbierając siebie na kawałki,
Każdy krok, który wchłonęła droga,
Znów i znów przebiegam po linijkach,
Po liścikach od wujaszka Boga.
Oryginał · RU
Разбирая себя по кусочкам
Разбирая себя по кусочкам,
Каждый шаг, что впитала дорога,
Вновь и вновь пробегаю по строчкам,
По запискам от дядюшки Бога.
Я писал, и с уверенным «Верю»
Белый день принимал как спасение.
Но всё чаще намеренно зверя…
Бил и в клетке держал с опасением.
Он крепчал, наблюдая из тени.
Не кричал, не показывал виду.
Я читал… он же после прочтений
Как дитя спал, забыв про обиду.
Да и я, измотавшись изрядно
От побоев и лязга металла,
Засыпал, и сквозь дрёму невнятно
Умолял, чтобы клетка пропала.
Как-то утром проснувшись от крика,
(Он из пасти моей шёл, вроде.)
Но не в том основная интрига:
Заперт я, ну а зверь — на свободе.
Так лежал, ожидая обратки.
Но мой узник явившись на встречу,
Спрятав когти в раздёртые лапки,
Обнажил свою суть человечью.
И не тронул и пальцем беднягу,
Помня, как и ему болело.
Он сказал: «Если надо — сяду,
Но вот это уже надоело.
После слов этих щёлкнуло что-то.
Он добавил: «Так было. Не жалко.
Знаю братец, тебе неохота…
Но так нужно… и вытащил палку.
И покорно подставив кожу
Я взглянул на него украдкой…
Просыпаюсь в своём ложе…
Небесам улыбаясь сладко…
Разбирая себя по кусочкам,
Каждый шаг, что впитала дорога,
Вновь и вновь пробегаю по строчкам,
По запискам от дядюшки Бога.