Wiersze z taboretu · 2026
Z ciszy, z nocy
Z ciszy, z nocy…
No dobra… z mózgu. A zresztą,
jakkolwiek by to nazwali…
z krętych ruin,
przez miarowy szept sypialni…
Dobra… z ust. A zresztą,
mózg krzyczy ile sił.
Z nieprzeniknionej ciemności, z otchłani…
Dobra… jest ku temu przyczyna. A zresztą,
niech będzie jak chce — przez dni i noce,
jakkolwiek by to nazwali…
wyraźnym imieniem w skandalu,
głosem zimnej stali.
Dobra… zabrzmiała prawda raźno —
i nie ukryjesz jej we wrakach
statków, w żadnej otchłani.
No przecież, patrz… ech, głuptasie.
Znów w ciszę, z powrotem — w noce…
Nie po dorosłemu… A zresztą…
Oryginał · RU
Из тишины, из ночи
Из тишины, из ночи…
Да ладно… из мозгов. А впрочем,
как бы это ни назвали…
из извилистых развалин,
через мерный шёпот спален…
Ладно… изо рта. А впрочем,
мозг кричит со всея мочи.
Из кромешности, пучины…
Ладно… есть на то причина. А впрочем,
пусть хоть как — сквозь дни и ночи,
как бы это ни назвали…
чётким именем в скандале,
голосом холодной стали.
Ладно… зазвучала правда бойко —
и её не скрыть в обломках
кораблей, в любых пучинах.
Вот же, глянь… эх, дурачина.
Снова в тишь, обратно — в ночи…
Не по-взрослому… А впрочем…